nauczyciele tajne nauczanie dlaczego? pamiętamy artykuły prezentacja projekt

Bydgoszcz rok 1939

3 września
dywersja niemiecka w Bydgoszczy, spontanicznie stłumiona przez żołnierzy i ludność cywilną - wydarzenia nazwane przez niemiecką propagandę "krwawą niedzielą"
5 września
wkroczenie wojsk niemieckich do Bydgoszczy - początek okupacji
8 września
Bydgoszcz włączona do Rzeszy jako stolica rejencji w obrębie okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie; początek akcji mającej na celu całkowitą germanizację ziem polskich wcielonych do Niemiec
9-10 września
pierwsze masowe represje hitlerowskie na terenie Polski - łapanki, rozstrzeliwanie zakładników na ulicach Bydgoszczy w odwecie za "krwawą niedzielę"
14-16 października
masowe aresztowania przedstawicieli inteligencji bydgoskiej - więźniów umieszczono w stajniach koszar 15 Pułku Artylerii Lekkiej; roztrzeliwania w Dolinie Śmierci grup więźniów, wywożonych systematycznie z koszar
1 listopada
likwidacja tymczasowego więzienia w koszarach, rozstrzelanie ostatniej grupy więźniów w Dolinie Śmierci

Polityka hitlerowskich Niemiec:



Stanisław Lisewski
"Wspomnienia z lat okupacji", "Dokumenty niemieckie mówią"
Martyrologia nauczycielstwa bydgoskiego w latach okupacji hitlerowskiej 1939-1945. Szkice i wspomnienia. ZNP Bydgoszcz, 1972

(...) W tym czasie dzieci nasze chodziły - bo musiały chodzić do szkoły. Biedne nasze dzieci. Jakże posmutniały im twarzyczki. Jak bardzo wybladły ich buzie. Z drżącym sercem wkraczały w mury naszej dobrej, starej polskiej szkoły, tej szkoły, która już kiedyś pamiętała nalot germanizacyjny obecnego "herrenvolku".

Zresztą, co tu dużo gadać. Posłuchajmy co pisali w protokółach rad pedagogicznych sami Niemcy. (Fragmenty cytuję na podstawie oryginalnych protokółów, których egzemplarz otrzymałem od niedawno zmarłego kierownika szkoły J. Lewandowskiego).

W protokóle z dnia 10 października 1939 r. pisali:
"Karność w szkole należy utrzymać wszystkimi dostępnymi środkami".
"Polska mowa jest zakazana", (tamże).
"Karność i porządek należy podnieść na wyższy stopień, wszelkie zaniedbania i opuszczenie lekcji surowo karać", "Należy wymagać bezwzględnego posłuszeństwa. Każdy opór, szczególnie w klasach wyższych należy w zarodku zmiażdżyć. ... Do kar cielesnych należy uciekać się wprawdzie w wypadku ostatecznym, ale wtedy należy to uczynić prawidłowo i celnie", "Dyscyplinę szkolną należy wyegzekwować wszystkimi do dyspozycji stojącymi środkami". (listopad 1939)
"Należy stosować karę chłosty" (luty 1940)
"Należy szczególną uwagę zwrócić na to, aby wszystkie polskie książki, a zwłaszcza podręczniki do historii, geografii, języka polskiego zostały oddane na makulaturę" (marzec 1940).

No cóż. Uczyły się nasze dzieci znienawidzonego języka szwabskiego, uczyły się "Deutschland über alles", uczyły się "Gott strafe England"...

Tak. Te zarządzenia znalazły swoje praktyczne zastosowanie. Za jedyną najwłaściwszą karę uważali bicie. Bicie? - zbyt poczciwe to słowo. Darcie uszu, kopanie, walenie kastetami należało do stałych środków wychowawczych hitlerowskiego nauczyciela. A gdy te zawodziły, to na stole znalazł się rewolwer.

Błagały więc dzieci o ratunek. Ratowały polskie matki, jak mogły: zachętą, perswazją, nadzieją bliskiego końca. To pomagało. Lecz były wypadki, że nie można było w żaden sposób nakłonić niektórych chłopców do pójścia do szkoły. I tak po Leszka S. z Okola przyszedł policjant, wyciągnął spod łóżka, zaprowadził przed oblicze nauczyciela. Otrzymał swoją porcję ale po paru dniach znowu przerwał.

Nasze dzieci stawały się coraz bardziej krnąbrne i uparte. Niemieccy kierownicy posyłają regularne sprawozdania o sytuacji politycznej na terenie szkoły:
"Zbyt duży wpływ na dzieci mają rodzice. Łudzą się nadzieją, że wojna zakończy się inaczej" - raportuje jeden z kierowników - "Gdy wybuchła wojna z Rosją, ludność polska ostentacyjnie posługiwała się polską mową. Dzieci w szkole również".

Zdarzył się wypadek w szkole na Wilczaku, że jedna z dziewczynek podczas lekcji śpiewu pozwoliła sobie na niedopuszczalny - ich zdaniem - wybryk. Po prostu zmieniła słowa hymnu niemieckiego. Zamiast "von der Maas [Moza, rzeka we Francji] bis an die Memel [Niemen]" śpiewała ciągle "von der Maas bis an die Oder".

Nie mieli również Niemcy pożytku ze zbiórki makulatury. Dzieci tłumaczyły się, że książki polskie zostały już zniszczone. Gorliwi wychowawcy domagali się więc rewizji w domach uczniów. Nie mieli Niemcy również zaufania do rodzin "eindeutschowanych". W raportach do władz relacjonowali: "Oni myślą i czują po polsku, choć szkołą się interesują i składki chętnie płacą".

"...Również i polskie nauczycielki zostaną definitywnie zwolnione, gdy tylko znajdą się odpowiednie siły zastępcze. ... Należy przy tym zauważyć, że polscy uczniowie, jak to można było zaobserwować, zachowują się w stosunku do niemieckiego personelu wyraźnie z rezerwą, a niekiedy wręcz wyzywająco. Zdaniem nauczycieli niemieckich postawę taką należy przypisać wpływowi polskich sił nauczycielskich na uczniów".



Artykuły:

Edmund Kaczanowski
Ogólna charakterystyka sytuacji

Polityka hitlerowskich Niemiec
fragmenty dyrektyw

Stanisław Lisewski
Polskie dzieci w niemieckiej szkole

Mikołaj Kozakiewicz
Stanisław Brzozowski
Imperatyw nauczyciela



© Katarzyna Gwincińska 2009-2016. All Rights Reserved

gir@ffe